FREM - Odra 2:1 (1972)

Początek lipca 1972 r. był niezwykle pechowy dla jedenastki Engelberta Jarka. Mimo udanego debiutu w Pucharze Lata ’72 (zwycięstwo z „Voestem” Linz 2:0) opolan zaczęła prześladować istna plaga kontuzji, która uniemożliwiła wyjazd do stolicy Danii m.in. Ryszardowi Dziadkowi i Antoniemu Kotowi. Dyspozycja kilku innych zawodników była wielką niewiadomą. Receptą na wywiezienie z „wyjazdu” 2 punktów miała być – w założeniach taktycznych „Odry” – gra z kontry, gdzie najwięcej miało zależeć od niezwykle szybkiego Zbigniewa Guta.

Skład, który w sobotni wieczór (8 lipca 1972 r., godz. 19.00 – red.) wystawił trener Jarek wyglądał następująco:

Odra: Krupa, Gut, Urbas,Harańczyk, Gołębiowski, Krawiec, Zwierzyna, Koprek, Powieczko, K. Kot, Klose.

Powrót z Kopenhagi piłkarzy Odry (1972)

Przy znikomej liczbie kibiców (ok. 1000 osób) gospodarze okazali się lepiej przygotowani kondycyjnie do trudów spotkania, zwyciężając 2:1 (bramki: Boye 55, Prinzlau 65 – K. Kot 35). Z pewną dozą rozczarowania poniedziałkowa „Trybuna Opolska donosiła (nr 189 z 10 VII 1972):

Jeśli tak można powiedzieć, to opolanie ten mecz przegrali jeszcze przed… meczem. Jak już informowaliśmy w ekipie na Kopenhagę zabrakło 3 kontuzjowanych zawodników: Dziadka, A. Kota i Stykały. Może i trudno było 4 tygodnie temu przewidzieć, iż wypadki losowe wyeliminują tę trójkę. Prawda jest jednak i taka, iż niestety, mimo wysiłków nie udało się załatwić posiłków (E. Kot i Blana) i w ten sposób po 24-godzinnej, męczącej podróży koleją, opolanie zameldowali się w stolicy Danii w 13-osobowym składzie, wliczając w to rezerwowego bramkarza (Mysona) oraz weterana Łucyszyna. Dla niego wyjazd ten był nagrodą za dobrą grę na przestrzeni wielu lat i przywiązanie do barw klubowych, co ostatnio, jak wiemy, nie jest w zbytniej cenie.

A w Kopenhadze niestety znów Odrze nie dopisało szczęście. Jeszcze w pierwszej części meczu doskonale grający Urbas uległ kontuzji i do końca spotkania statystował na skrzydle. W ten sposób przez wiele minut goście grali w dziesiątkę, co było wyraźnym handicapem dla ambitnego Fremu.

Zresztą, aby była pełna jasność dodajmy, że Odra zagrała w sobotę bardzo niemrawo, żeby nie powiedzieć źle. Nie krył się z tym też trener E. Jarek, który relacjonując nam przebieg spotkania, skarżył się szczególnie na fatalną postawę linii środkowej (Koprek – Harańczyk), która istniała na boisku jedynie nominalnie, walcząc bez polotu, bardzo kiepsko, pozwalając się ogrywać szybkim napastnikom Fremu.

W Kopenhadze niestety specjalnych poruczeń nie spełnił Gut. Dziwna jest huśtawka formy tego zawodnika. Wygląda na to, iż zaliczenie go w skład ekipy monachijskiej miast przyczynić się do pracy nad sobą, wywołała wręcz odwrotne skutki. Skąd my to znamy?

W Danii nie błyszczał też niestety, rutynowany Krawiec, który był bezpośrednim sprawcą całego nieszczęścia, czyli współwinowajcą obydwu bramek. W pierwszym wypadku nie widząc innej możliwości zatrzymał szarżę jednego z napastników Fremu rękami, za co sędzia podyktował jedenastkę, zresztą umiejscawiając całe zajście o 4 metry bliżej bramki, niż to było w istocie.

10 minut później Krawiec nie zdążył na czas z interwencją przy dośrodkowaniu prawoskrzydłowego i Prinzlau efektowną główką wpisał się na listę strzelców (z relacji ze spotkania doszło do pomyłki Krawca z Koprkiem, który faktycznie rozegrał słabe spotkanie – red.). Dobrze, a nawet bardzo dobrze, spisujący się w tym meczu Krupa nie miał nic do powiedzenia. W ten sposób oba punkty przypadły w udziale gospodarzom, a garstka widzów (1000) nie posiadała się z radości. Prócz Krupy trener E. Jarek nie wnosił po meczu żadnych pretensji w stosunku do Zwierzyny i Gołębiowskiego.

Zamiast w jednym czy nawet dwoma punktami, wracają opolanie do domu z pustymi rękami, nie licząc bagażu, mamy nadzieję, przyjemnych wspomnień.

Czek na 10.000 franków szwajcarskich jest jeszcze w zasięgu opolan, ale po przegranej w Kopenhadze, odskoczył na niebezpieczną odległość. W tym stanie rzeczy, aby zdobyć go na własność trzeba będzie wygrać obydwa mecze w Opolu i chyba z Austriakami w Linzu.

Stać na to ODRĘ?

Archiwalne zdjęcia

Facebook

Polecamy

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online