Piętnasta w rozgrywkach bramka Tadeusza Tyca dała „niebiesko-czerwonym” nikłe, acz w pełni zasłużone zwycięstwo. Przy lepiej nastawionych celownikach wynik mógł być nawet wyższy. Niemniej zwycięstwo cieszy.
Na dosyć ciężkiej tego dnia murawie (29 października 2011 r. – red.), lepiej z początku grało się gospodarzom, którzy w 6 i 11 minucie zagrozili bramce Damiana Rozmusa. W odpowiedzi Krystian Kowalczyk o mały włos nie zmusiłby częstochowskich beków do strzelenia samobója (14 min.). Kolejna groźna akcja przyjezdnych zakończyła się nieco komicznie. Będący sam na sam z golkiperem Victorii Tyc zaplątał się o własne nogi (16 min.), zaś znajdujący się w jeszcze lepszej pozycji strzeleckiej Marcin Rogowski podał futbolówkę do rąk dobrze tego dnia usposobionego Karola Kuczery (44 min.) .
Nie najlepsza murawa sprzyjała częstochowianom, którzy do 71 min. umiejętnie zwalniali grę, uniemożliwiając oddanie groźniejszych strzałów przez Tyca i Rogowskiego. Dopiero po stracie bramki odważniej zaatakowali, kilkakrotnie zagrażając świątyni Rozmusa. Mieli w tym o tyle utrudnione zadanie, iż od 51 min. grali w osłabieniu (za drugą żółta kartkę z boiska wyleciał pomocnik Rafał Berdys). Zawodnicy Odry nie pozwolili sobie wydrzeć kompletu punktów, mając w ostatnich sekundach okazję (po indywidualnej akcji Tyca) do podwyższenia rezultatu całego spotkania.
Może więc jeszcze nie wszystko stracone w boju o II ligę. Strata ośmiu punktów jest możliwa do odrobienia. Przy równej formie podopiecznych Wojciech Mielnika (czytaj: zwycięstwach) wszystko jest jeszcze możliwe.
PS. Zawody w Częstochowie były debiutem Lukasa Klemenza w barwach opolskich (nota bene reprezentanta Polski U-17).
71 min. – Podanie Filipa Sikorskiego w stronę znajdującego się w polu karnym Tyca, który technicznie (lob) przenosi piłkę nad Kuczerą.
Skład: Rozmus, Klemenz, Michniewicz, Surowiak, Kowalczyk, Wróbel, Deja, Rogowski (Kumiec 73), Franek (Meryk 60), Sikorski, Tyc.

