Garstka kibiców (ok. 800) przyglądała się 8 października 2011 r. zmaganiom piłkarzy Odry i LZS. Goście, którzy wystąpili w reprezentacyjnych biało-czerwonych koszulkach (kolejny kaprys prezesa Ireneusza Strychacza?) niczego szczególnego w Opolu nie pokazali. Aż czterech piłkarzy z czarnego kontynentu (Frank Adu, Ndema Mpako, Daniel Okyekachi, Idrissa Cisse), którzy wystąpili na Oleskiej potwierdzili jedynie swoją… przeciętność. Po co więc przepłacać? Lepiej tworzyć drużynę za niewielkie pieniądze, z własnych wychowanków, tak jak nota bene Odra. Efekt – co widzimy na przykładzie w/w spotkania – będzie ten sam. Cały mecz stał na bardzo przeciętnym poziomie. O ile w I połowie optyczną przewagę posiadali gospodarze, którzy kilka razy zdołali groźnie strzelić, to po przerwie z większą werwą grała Piotrówka. Spięć podbramkowych było jak na lekarstwo. Nieliczni kibice, którzy jakimś cudem – patrząc na ostatnie poczynania miejscowych – pojawili się na stadionie, musieli przeżyć nie tylko katorgę oglądania nudnego spotkania ale i uroki polskiej jesieni (deszcz, słońce, wiatr).
Ze smutkiem stwierdzamy, iż drużyna Dariusza Kaniuki (dosyć często przez nas krytykowana) miała jakiś pomysł na grę. Pod wodzą Wojciecha Mielnika gra „niebiesko-czerwonych" jest rozpaczliwym biciem głową w mur. Nie można przecież liczyć, iż po entym już dośrodkowaniu ktoś dojdzie do piłki i na tyle dobrze ją kopnie, że rywale sami sobie strzelą samobója. Jeżeli tak myślą nasi piłkarze to nie dziwmy się, że jesteśmy tak nisko w tabeli.
Derby Opolszczyzny będziemy prawdopodobnie pamiętać jedynie z dużej ilości kornerów bitych przez zawodników gospodarzy, z których najgroźniejszy miał miejsce w 21 minucie (główka Michała Bednarskiego obok prawego słupka bramki Grzegorza Świtały). Na drugą groźną akcję miejscowych musieliśmy czekać do 39 min., kiedy to Dominik Franek z bliskiej odległości głową posłał piłkę wprost w ręce golkipera Piotrówki. Po przerwie ładną akcją popisał się Marcin Rogowski, który już kilka chwil po wejściu na murawę był bliski zaskoczenia Świtały (zawiodło wykończenie). Najgroźniejsza riposta gości miała miejsce w 54 min. Wówczas to Wojciecha Hobera omal nie przelobował z 40 metrów (z rzutu wolnego) Damiana Rozmusa. Ten ratował się wybiciem futbolówki na rzut rożny.
Z przekroju spotkania należy pochwalić linię obronną Odry, która w końcu zakończyła mecz na zero. W ataku jednak posucha! Nie ma kto dla nas strzelać bramek. Linia pomocy na razie niedostatecznie wywiązuje się ze swoich zadań (dużo niepotrzebnych strat). Napastnicy muszą niekiedy cofać się i odzyskiwać „stracone piłki”, co wpływa później na jakość akcji ofensywnych i ich wykańczanie (niedokładne albo zbyt słabe strzały).
Remis z Piotrówką – patrząc na skład Odry – nie jest jakąś wielką katastrofą. Jednakże na własnych śmieciach powinno się wygrywać! A tego w tym Sezonie jeszcze na Oleskiej nie widzieliśmy. Może 15 października 2011 r. będzie lepiej…
Skład: Rozmus – Kowalczyk, Brzozowski, Michniewicz, Bednarski, Meryk (Domański 90), Sikorski, Wróbel (Szwarga 84), Kumiec (Rogowski 64), Franek, Deja.



