Brazylijscy czarodzieje na opolskim stadionie, czyli historia meczu jakiego Opole nie widziało.

Nie od dziś wiadomo, że ojczyną futbolu jest Anglia, w której narodziła się profesjonalna piłka nożna. Mimo, iż to właśnie Anglicy stawiali pierwsze fundamenty pod piłkę nożną na kontynencie i starali się być przez długie lata nauczycielami futbolu, to nie do nich należy przydomek "czarodzieje futbolu", ale do futbolistów z kraju zwanego "krajem kawy". To Brazylia zdobyła pięciokrotnie piłkarskie mistrzostwo Świata a najlepszym piłkarzem na świecie powszechnie uznaje się Edsona Arantesa do Nascimento, czyli Pelego. Nic więc dziwnego, że wydarzenie, które miało miejsce 26 września 1956 roku na stadionie opolskiej "Odry" ("Budowlanych") przeszło do annałów historii naszego klubu.

W ramach swojego europejskiego tournee do Polski zawitała jedna z najsłynniejszych drużyn brazylijskich swego czasu America F.C. Belo Horizonte wraz ze swoimi najlepszymi zawodnikami. Był to okres kiedy tego typu wojaże zespołów brazylijskich po europejskim kontynencie stawały się powoli normą. W naszym kraju gościła również ekipa Santosu F.C., w którego szeregach występował wspomniany Pele. Brazylijczycy z Belo Horizonte rozegrali w Polsce kilka spotkań towarzyskich m.in. z "Wisłą" Kraków z okazji 50-lecia istnienia klubu. Co ciekawe polski zespół odniósł zwycięstwo 1:0.

Gilson największa nadzieja brazylijskiego futbolu lat 50-tychErnani - szybki prawoskrzydłowy - 100m przebiegał poniżej 11 sekund

Nie tylko krakowska "Wisła" miała okazję gościć słynnych brazylijskich piłkarzy na swoim stadionie. Tego zaszczytu dostąpili również opolscy futboliści, którzy również mieli okazję zmierzyć się z utytułowanym rywalem, w którego szeregach występowali znani zawodnicy. Wystarczy tylko wspomnieć, że w zespole AFC, który istnieje od 1912 r. w spotkaniu przeciwko "Odrze" wystąpili tacy zawodnicy jak: Wilson Santos reprezentant Brazylii, uczestnik m.in. MŚ w 1954 r. w Szwajcarii, Mendes oraz Gambeto reprezentanci Urugwaju, których pozyskano do AFC za sumę 20 tys. cruzeiro (ok.5 tys. dolarów) oraz Gilson największa nadzieja brazylijskiego futbolu.

Do Opola wraz z piłkarzami przybył sam prezydent klubu pan Wilson Gosling, który był wcześniej piłkarzem AFC. Warto wspomnieć o tym, że prezydent AFC wpisał na listę członków klubu swojego miesięcznego syna, za którego płacił składki członkowskie. Trenerem zespołu brazylijskiego był Airton Moreira, który był wychowankiem oraz wielokrotnym reprezentantem Americi. Jeden z jego braci był trenerem reprezentacji Brazylii.

Brazylijscy piłkarze wzbudzili olbrzymie zainteresowanie mieszkańców Opola

Opolscy kibice z niecierpliwieniem oczekiwali towarzyskiej potyczki z "magikami" z Brazylii. Wszyscy zastanawiali się czy Brazylijczycy będą zakładać za każdym razem "siatki" piłkarzom "Odry" i czy będą "wchodzić" do bramki po wymanewrowaniu wszystkich obrońców. Wśród kibiców piłkarskich w naszym kraju krążyły legendy o grze brazylijskich piłkarzy. Głównie spowodowane było to słabym dostępem do masowych środków przekazu. W tym czasie właściwie dostępne były tylko odbiorniki radiowe natomiast telewizor był rarytasem. Należy podkreślić, że Telewizja Polska dopiero stawiała swoje pierwsze kroki, a w 1956 roku zasięg Warszawskiego Ośrodka Telewizyjnego wynosił aż...55 km.

Zainteresowanie spotkaniem było ogromne, a transmisję z drugiej części spotkania zapowiedziało Polskie Radio Opole. Na opolski stadion przyszło aż 17 tys. widzów, aby obejrzeć żonglerów z Brazylii, którzy nie mogli narzekać na brak emocji. Już przed meczem goście, którzy udali się na krótki spacer po ulicach Opola wzbudzali ciekawość wszystkich opolan. Przed rozpoczęciem spotkania, na murawę wbiegli piłkarze AFC trzymając flagę... Polski.

Jak się okazało goście nie okazali się przereklamowaną drużyną. Zawodnicy z Ameryki Południowej zaprezentowali futbol na wysokim poziomie, bardzo dobre wyszkolenie techniczne, które ocierało się o żonglerkę cyrkową, świetną taktykę oraz szybkość. Niby można było odnieść wrażenie, że goście grają ospale, bez zaangażowania w grę, jednak kiedy tylko piłka znalazła się w ich posiadaniu jakby otrzymywali zastrzyk pozytywnej energii i sunęli z atakiem na bramkę "Budowlanych". Szczególne oklaski należały się za idealne zagrania na dużej odległości, które były niezwykle precyzyjne.

Piłkarze AFC wbiegają na boisko w Opolu z polską flagą

AFC grała miło dla oka oraz niezwykle spokojnie, bez względu na to czy akcja toczyła się pod ich polem karnym czy przeciwnika. Ich gra była niezwykle fair, czym zyskali sympatię opolskiej publiczności, która potrafiła docenić oklaskami wysokie umiejętności oraz kulturę gry piłkarzy z Belo Horizonte. "Budowlani" starali się dotrzymywać kroku słynniejszym kolegom po fachu, jednak to AFC zdobywała bramki w tym meczu. Już do przerwy prowadziła 2:0 po golach Gungi, który jedną z bramek zdobył na... leżąco natomiast drugą zdobył po strzale z rzutu wolnego. Zdobywcą trzeciego gola został wspomniany wyżej Mendes, który kapitalnym strzałem głową pokonał bramkarza opolskiego. Spotkanie zakończyło się ostatecznie wynikiem 3:0 dla Americi

Mielniczek w walce o piłkę - należał do najlepszych piłkarzy Budowlanych w meczu z brazylijczykami

Piłkarze opolscy mieli również swoje szanse na zdobycie gola, jednak zabrakło w nich precyzji oraz...szczęścia. W 35 min meczu Smajda nie potrafił celnie uderzyć z odległości zaledwie jednego metra do bramki strzeżonej przez Edgara. Dwukrotnie brazylijskiego goalkeepera ratowały słupek i poprzeczka a dwa rzuty wolne wykonane przez Mielniczka i Popluca (75 i 80 min) o mały włos nie zakończyły się zdobyciem bramki.

Po zakończeniu meczu trener AFC Airton Mortira powiedział: "Mecz był ładny. Wynik nieco krzywdzi zespół opolski, bowiem drużyna Wasza zasłużyła na zdobycie co najmniej jednej bramki. W drużynie "Budowlanych" najbardziej podobali mi się Mielniczek i Strociak, którzy mieliby miejsce w moim zespole. Z bramkarzy na uwagę zasługuje młodziutki Kornek, któremu wróżę wielką karierę. W moim zespole na pochwałę zasługuje zawsze opanowany i spokojny Santos. Podobał mi się również sędzia, który prowadził spotkanie bardzo dobrze".

Natomiast kierownik zespołu "Budowlanych" Witold Sobolewski ocenił spotkanie następująco:"Byliśmy zespołem słabszym i przegraliśmy zasłużenie. W pierwszej połowie nasz zespół wyraźnie ustępował gościom, po przerwie natomiast nawiązaliśmy równorzędną walkę. Wynik mógł być korzystniejszy dla naszego zespołu, gdyby napastników nie prześladował pech. Goście dali nam lekcję prawdziwej gry w piłkę nożną, z której niewątpliwie nasi zawodnicy skorzystali."

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online