21 kolejka: 11.11.1956 Budowlani Opole – Górnik Zabrze 1:1 (Mielniczek 85 – sam. Wrzos 75)

Kściuk, Skronkiewicz, Klik, Wrzos, Cichy, Popluc, Mielniczek, Jarek, Smajda, Bania, Spałek

 

Dwa spotkania międzypaństwowe i jeden mecz wyjazdowy spowodowały, że opolscy kibice zostali pozbawieni aż na cały miesiąc emocji ligowych, których nie mógł rzecz jasna zastąpić nawet normalnie funkcjonujący „Totek”. Opolanie podobnie chyba, jak inne miasta ligowe odczuło dotkliwie przerwę w rozgrywkach, co miało chyba duży wpływ na wczorajszą frekwencję meczu Budowlani – Górnik Zabrze.

Cyfra 5 tys. widzów wydaje się niezbyt imponująca, ale nie zapominajmy, że pogoda (przenikliwe zimno) mogła odstraszyć nawet najśmielszych.

Wczorajszy mecz był ostatnim, jaki opolanie rozegrali na swoim boisku w bieżącym sezonie. Czeka ich przecież już tylko wyprawa do Poznania.

Budowlani zrobili w niedzielę wszystko, aby ten mecz wygrać i pozostawić u kibiców po tym meczu jak najlepsze wrażenie. Zaryzykujemy twierdzenie, że mimo niepełnego sukcesu cel swój osiągnęli.

Warto nadmienić, że zdobywcami obu bramek w tym remisowym meczu byli opolanie. W jednym wypadku Wrzos posłał piłkę do swojej bramki, a wyrównał Mielniczek.

Nasi ligowcy wystąpili w nieco zmienionym składzie. Do ataku powołano juniora Banię (pełnił obowiązki lewego łącznika) zaś Popluca przerzucono do pomocy. Na prawej pomocy wystąpił Cichy, a obowiązki stopera powierzono Klikowi.

Szczególnie udanie wypadł debiut Bani, który wcale nie wyglądał na stremowanego i czuł się dobrze w gronie rutynowanych kolegów. Wydaje się, że przy dalszym intensywnym treningu Budowlani będą mieli już niedługo z niego wielką pociechę.

Z przyjemnością notujemy na tym miejscu dobrą grę stopera Klika, jak i Jarka. Jarek grał wczoraj prawie jak za najlepszych czasów tworząc z Mielniczkiem groźną dwójkę. Podobał się ogólnie Popluc.

Z piątki ofensorów wysuwamy pretensje jedynie do Smajdy, który nie podołał ciężkim obowiązkom kierownika napadu, marnując poza tym kilka świetnych okazji do zdobycia bramki.

Defensywa wywiązała się w zasadzie ze swych obowiązków. Za samobójczą bramkę ponosi jednak całkowitą odpowiedzialność i ten fakt poważnie obniża jej notę. Wydaje się również, że Kściuk interweniował zbyt późno.

Budowlani mieli wczoraj 80 proc. z gry i zasłużyli na zwycięstwo. Na przeszkodzie stanęła jednak częściowo indolencja strzałowa. Z ostatecznego rezultatu powinni być gospodarze raczej zadowoleni. Przecież jeszcze 5 minut przed końcem meczu wynik brzmiał 0:1. Dopiero heroiczny zryw opolan i kapitalny strzał Mielniczka pozwoliły na wyrównanie stosunku bramkowego.

Mecz, mimo że był bez stawki, mógł się podobać. Szczególnie interesujące były pierwsze 30 minut po przerwie, kiedy opolanie dopingowani gorąco przez zwolenników grali niemal jak z nut. Atak za atakiem sunął na bramkę Machnika, a gra cały czas toczyła się na jednej połowie. Dopiero wypad Górnika i fatalna bramka wybiły na dłuższy czas z konceptu dobrze grających opolan.

Górnicy zdobyli jeszcze drugą bramkę, nie uznaną jednak przez sędziego. Nie chcemy przesądzać sprawy, ale decyzja sędziego Biernackiego była chyba niesłuszna. Górnicy zresztą głośno protestowali, a w ferworze dyskusji kapitan drużyny zabrskiej Olejnik pozwolił sobie nawet na słowną obrazę sędziego, za co zresztą „wyleciał” z boiska.

Z drużyny Górnika najlepiej podobał się stoper Franosz oraz pomocnik Olejnik. Natomiast reprezentacyjny bramkarz Polski Machnik wyraźnie zawiódł, interweniując kilka razy po sztubacku.

„Trybuna Opolska”, nr 270 z 12 XI 1956

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online