Ze spotkania Odra - Lech (2:1, Sezon 2000/2001).37. kolejka: 13.06.2001. Odra Opole – Lech Poznań 2:1 (Lachowski 17, 59 k. – Michalski 55)

Feć, Jagieniak, Copik, Michniewicz, Rogowski (Cieśla 46), Jermakowicz, Berbelicki, Juraszek (B. Jacek 80), Owczarek, Sobotta, Lachowski

 
Niezadowolenie i rozgoryczenie… takie odczucie panowało wśród miejscowej braci kibicowskiej po zaprzepaszczonej w dziwnych okolicznościach szansie promocji do piłkarskiego raju – ekstraklasy! Mimo „żałoby”, 13 czerwca 2001 r. na stadion przy Oleskiej udało się ok. 1500 szalikowców Odry.

Ze względu na ryzyko burd, policja starannie przygotowała się do powyższego spotkania. Na szczęście - mimo gorącej atmosfery podczas zawodów - nie doszło do większych ekscesów na stadionie jak i poza nim.

Pożegnanie rozgrywek 2000/2001 (na opolskiej ziemi – red.), zakończyło się skromnym zwycięstwem „niebiesko-czerwonych”, którzy zagrali w mocno rezerwowym składzie. Przyjezdni po 90 minutach gry mieli duże pretensje o wypaczenie wyniku meczu do prowadzącego zawody Leszka Gawrona.
 
Po ogłoszeniu przez spikera składu opolskiej drużyny wielu obserwatorów miało obawy o końcowy rezultat spotkania. Gospodarze wyszli bowiem na boisko bez ośmiu zawodników z podstawowego składu. Tylko nieobecność Żymańczyka i Czajkowskiego była w pełni uzasadniona – obaj z konieczności pauzowali za żółte kartki. Skąd więc absencja pozostałych sześciu. Zapytany o to po meczu trener Marcin Bochynek, przepraszając za brzydkie słowo odparł wprost: „Oni się posrali ze strachu”. Miał on ponoć być wynikiem obaw o zachowanie się kibiców w stosunku do nich w czasie i po meczu. Coś w tym chyba było, bowiem z brakującej ósemki w klubie pokazali się w środę jedynie Żymańczyk oraz Kitowicz. – Ja w Odrze odpowiadam za szkolenie, a za medycynę lekarz klubowy, któremu nie mam prawa nie wierzyć – dodał Bochynek.

Tak liczna absencja nie pozostała bez wpływu na poczynania gospodarzy. Do formy zawodników dopasowała się także część kibiców. Niezadowoleni z postawy zespołu w rundzie wiosennej i zaprzepaszczonej szansy na awans do ekstraklasy kilkakrotnie rzucali na murawę świece dymne, a także tysiące serpentyn. – Gdyby tak przysłać po nie harcerzy, to zarobiliby za makulaturę jakiś grosz – skomentował jeden z dziennikarzy. W efekcie sędzia dwukrotnie na trzy minuty wstrzymywał grę, a porządkowi mieli pełne ręce roboty. – Sędzia miał wszelkie podstawy do tego, aby ten mecz przerwać – powiedział długoletni opolski arbiter, Paweł Kiszka. Raz nawet tuż obok murawy pojawił się ogień, gdy ktoś rzucił zapałkę na stos serpentyn.

Emocji związanych z grą nie było zbyt wiele. Optyczną przewagę posiadali Lechici, grali szybciej od miejscowych, ale ich akcjom brakowało wykończenia, a w kilku sytuacjach dobrze spisywał się opolski bramkarz. W 11. min Feć w ładnym stylu obronił strzał Golińskiego, w 27. udanie interweniował po główce Michalskiego, w 39. nie dał się zaskoczyć z rzutu wolnego, egzekwowanego przez Golińskiego, a tuż przed przerwą obronił uderzenie Michalskiego (43.) i Ślusarskiego (45.). Odra bramce Lecha zagrażała w I połowie znacznie mniej, ale to właśnie gospodarze objęli prowadzenie. W 16. min ruchliwy Sobotta podał dokładnie do będącego w polu karnym Lachowskiego, a ten precyzyjnym uderzeniem w długi róg zaskoczył Tyrajskiego.

Lech wyrównał po pierwszej w II połowie groźniejszej akcji. Twardygrosz dośrodkował w pole karne, a tam do piłki najwyżej wyskoczył nie pilnowany przez obrońców Michalski i głową posłał piłkę obok słupka. Po kolejnych minutach sytuacja na boisku „zaogniła się”, a powodem był kontrowersyjny rzut karny podyktowany za upadek w polu karnym Sobotty. Goście niezwykle impulsywnie zareagowali na decyzję arbitra, a najostrzej niezadowolenie wyrażał trener Baniak, który po kilku kolejnych głośnych i mocno niecenzuralnych odzywkach został usunięty z ławki trenerskiej, a potem swe rozgoryczenie zamanifestował po raz kolejny, nie przychodząc na konferencję prasową. Z kolei bramkarz Lecha wdał się w nieparlamentarną pyskówke z kibicami.

Odra mogła w końcówce podwyższyć, gdyż od 70. min grała z przewagą jednego, a od 83. dwóch zawodników. Obu czerwonych kartek dla poznaniaków nikt jednak nie kwestionował, bo zarówno Jacek, jak i Przerada, mający już na swoim koncie po jednym żółtym kartoniku popełnili ewidentne wykroczenia. Pierwszy z nich, atakując bramkę Odry, przy wyskoku do piłki zagrał ręką, zaś drugi ciągnął za koszulkę rozpoczynającego kontratak Cieślę.

W 70. min znakomitą okazję po indywidualnej akcji zmarnował Copik, strzelając prosto w Tyrajskiego, zaś w 89. min sytuacji sam na sam nie wykorzystał Lachowski, trafiając w leżącego już na ziemi bramkarza Lecha.

„NTO” z 15 czerwca 2001r.

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online