Sezon ’62 stał pod znakiem świetnej postawy Polonii Bytom, która dosyć niespodziewanie w finałowym dwumeczu o Mistrzostwo Polski pokonała zabrski Górnik (wyjazd: 4:1, dom: 1:2; oba spotkania rozegrano na stadionie chorzowskiego Ruchu – red.).

Na tle w/w drużyn opolska Odra wypadła blado. Co prawda zdarzały się perełki (6:0 z Lechią Gdańsk, 0:3 z Lechem Poznań – red.), ale w większości ligowych zapasów zawodnicy Odry prezentowali się fatalnie, odnosząc zwycięstwa dzięki inwencji jednego lub dwóch zawodników (przeważnie byli to Norbert Gajda lub Stanisław Juszczak). Gdyby nie wywalczona rzutem na taśmę druga lokata w Grupie B, cały Sezon można by uznać za mocno rozczarowujący. Metody pracy Edwarda Brzeżańczyka po prostu w Opolu się nie sprawdziły. Po części było to spowodowane dużą rotacją w składzie (ze względu na kontuzje), ale i brakiem wytrzymałości na trudy ligowe zawodników (wina trenera?).

Nie można odmówić graczom woli walki (chociaż chaosu przy tym było co nie miara). No i czwarte miejsce w kraju… to jednak potwierdzało, iż OKS zadomowił się całkiem dobrze w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Warto w tym miejscu przedstawić cenzurki, które wystawili „niebiesko-czerwonym dziennikarze regionalnej prasy: Mariusz Gągola i Aleksander Kucki. Zapraszamy do podsumowania Sezonu 1962 w dwóch częściach. Na pierwszy ogień idzie tekst M. Gągoli:

 

Rozgrywki ligowe dobiegły końca. Śledzone były z wielką uwagą w całej Polsce przez bardzo liczne rzesze sympatyków. W opolskich dyskusjach sportowych problem extra klasy piłkarskiej był również stale modny, gdyż nasze miasto szczyci się od kilku ładnych lat posiadaniem dość wyborowej, jak na krajowe stosunki, jedenastki.

W tym roku zainteresowanie w naszym mieście tymi sprawami sięgało zenitu. Nie bez kozery. Opolanie bowiem zapowiadali marsz po najwyższe trofea. Również przedsezonowe wypowiedzi trenerów, kierowników drużyn (również obcych) faworyzowały nasz zespół.

Czym się to ostatecznie zakończyło, wszyscy wiemy. Odra zdobyła czwartą lokatę (mogła być równie dobrze trzecia), a w Pucharze Polski dotarła aż do półfinału, przegrywając w nim dość nieszczęśliwie (ach, ci sędziowie!) z zabrskim Górnikiem w 90 minucie dramatycznego pojedynku.

Obiektywnie spojrzawszy na te osiągnięcia wypadałoby stwierdzić, że Opolanie odnieśli duży sukces. Ostatecznie 4 miejsce w I lidze jest dużej klasy wyczynem a zakwalifikowanie się do półfinału PP też o czymś mówi. Z czystym jednak sumieniem pozwolić sobie można i na takie określenia, że Opolan stać było na dużo więcej, a zdobycie nawet jednego z tytułów nie byłoby żadnym zaskoczeniem. Od biedy można wytłumaczyć to brakiem przysłowiowego łuta szczęścia i dość pechowym sezonem, który obfitował w niezliczoną dla naszych graczy ilość kontuzji. O tych zresztą i innych sprawach ubiegłego sezonu za kilka dni w artykule p. t. „Cenzury i cenzurki”.

Dzisiaj chcielibyśmy zatrzymać się na kilku, naszym zdaniem bardziej węzłowych problemach, których rozwiązanie staje się pilną koniecznością. Wiele z nich znalazło się już może na wokandzie zebrań zarządu KS Odra, ale jakieś kompleksowe ich przedstawienie nikomu nie zaszkodzi.

MŁODOŚCI TY NAD POZIOMY WYLATUJ

Z młodzieżą w opolskiej Odrze jest dość dziwna sytuacja. Mówiąc trochę poetycko, to niby jest a jakoby jej nie było. Z jednej bowiem strony juniorzy zdobywają któryś tam z rzędu tytuł mistrza Opolszczyzny, ale profitu z tego nie widać.

Któż bowiem z juniorów wskoczył w ostatnim okresie do ligowej jedenastki? Jedynie i wyłącznie Blaut II. Przeszedł on przy tym niemal drogę krzyżową. Podobno nie jest on najłatwiejszy w prowadzeniu i stawiał jako piłkarz twarde warunki: albo gram w I drużynie, albo idę gdzie indziej. Niewątpliwie wyraźnie przesolił, ale i klub też nie był w porządku.

Pamiętamy przecież doskonale, że zagrał on wiele dobrych meczów (np. w Mielcu) po których znów nie wiadomo dlaczego był odstawiony do taktycznej rezerwy. I tak w koło Macieju. Trudno dziwić się, że chłopak stracił w końcu chęć do gry i chciał przenieść się do innej drużyny.

Dzisiaj Blaut II jest jednym z lepszych zawodników swego zespołu. Czy dlatego, że nabył gdzieś szczyptę talentu, którego odmówić mu nie można? Nie. Po prostu z chwilą, gdy przestał czuć się piątym kołem u wozu, wziął się solidnie do treningu i dziś gra jak złoto.

A tak niewiele brakowało, aby ten dobry piłkarz zniknął z krajowej areny piłkarskiej. Jak twierdzą kibice, naoczni świadkowie (czego oni nie wiedzą) Blaut II, prócz treningów klubowych aplikuje sam sobie dodatkowe ćwiczenia i rannym świtem stosuje marszobiegi. Efekty tego są aż nadto widoczne.

GDY O KARIERZE DECYDUJE 20 MINUT

I drugi przykład. Może ktoś powie, że nie najszczęśliwszy. Ale też dość sugestywny. Przykład Szyngiela. Też trudny zawodnik. Ma wiele nienajlepszych nawyków, które nie uzupełniają nie najlepszej kondycji tego zawodnika. Próbowano go już wiele razy. Ale jak to wyglądało? Wchodził na boisko „ciężko wystraszony” na 20 czy 30 minut, a w najlepszym razie na jedną połówkę. Trema, a szczególnie świadomość, że ma do wykazania swych umiejętności tylko 20 minut czasu, paraliżowała go tak skutecznie, że grał o 2 klasy gorzej niż normalnie.

Gdyby ktoś zapytał mnie co istotnie umie i potrafi Szyngiel (mimo, że widziałem większość jego występów) zmuszony byłbym odpowiedzieć krótko: nie wiem. Występy 20- czy nawet 45-minutowe na boisku nie są żadnym sprawdzianem. Młodemu zawodnikowi trzeba stworzyć warunki debiutu, to znaczy uczciwie powiedzieć: zagrasz na tej a tej pozycji 3 mecze (w możliwie krótkim okresie czasu, mogą być towarzyskie). Wszystko zależy od ciebie. Jeśli wypadniesz dobrze (o tremie wtedy nie można chyba mówić) będziesz brany stale pod uwagę przy układaniu składu, jeśli nie zdasz egzaminu, możesz mieć pretensje wyłącznie do siebie. To jest postawienie sprawy.

OPUSZCZAJĄ GNIAZDO

Wiele komentarzy wywołał również w tym roku poważny odpływ młodych piłkarzy (m.in. byłych juniorów) do innych klubów. Odeszli: Piętak, Skopek, Peluch, Fluder. Pozwolono nawet na zmianę barw klubowych Kleszczowi, który być może, nie powiedział jeszcze swego ostatniego słowa. Może, ci piłkarze (poza Kleszczem) nie są talentami, o co zresztą nie zamierzamy wcale wszczynać batalii. Niemniej macierzystemu klubowi bardzo by się przydali, choćby tylko po to, aby jego rezerwa urwała się towarzystwu A-klasowemu i zajęła należne jej miejsce w lidze okręgowej.

Oczywiście jakaś rotacja zawodników w każdym klubie musi mieć miejsce. Tak nakazuje samo życie. Niemniej umiar i zdrowy rozsądek w udzielaniu zwolnień młodym zawodnikom są niesłychanie potrzebne. W ostatniej instancji musi zdecydować interes klubowy. Spod tego miana nie można absolutnie wyłączyć zespołu Ib.

Doprawdy niewiele jest w Polsce drużyn ligowych, takich jak Odra, których rezerwy walczą w A-klasie. O tym, że przynosi to moc szkód najrozmaitszych, łącznie ze szkoleniowymi, nie potrzeba chyba nikogo przekonywać.

DWA SŁOWA O ZNANYM TRUIZMIE

Prawda jest natomiast tak oczywista, że zaliczyć trzeba do truizmów stwierdzenie, iż żaden z klubów nie jest w stanie grać li tylko własnymi wychowankami. Zresztą zawsze tak było i tak będzie. Skompletować 11 talentów z jednego środowiska jest rzeczą prawie niemożliwą. Dlatego sięga się często na „prowincję”, gdzie rodzą się piłkarze o jakich nikomu się nie śniło.

Odra miała dotąd szczęśliwą rękę w odkrywaniu talentów. Tą drogą znaleźli się w opolskim zespole tej klasy zawodnicy co Jarek, Brejza czy Juszczak. Oczywiście pomocną dłoń wyciągnęły tutaj mniejsze opolskie kluby (Polonia Nysa, Małapanew czy prudnicka Pogoń), które w imię dobrze pojętych interesów naszego województwa udzieliły bez targów zwolnień tym zawodnikom. Chwała im za to.

Jednakże w ostatnim roku działacze opolskiej Odry przestali się interesować talentami piłkarskimi z Opolszczyzny. Sięgnęli gdzie indziej, wkładając w próby wzmocnienia pierwszoligowej jedenastki sporo wysiłku i nie tylko wysiłku. Czy z powodzeniem, nad tym co najmniej można dyskutować.

Działacze nasi zapomnieli zupełnie o tym, że w ostatnim okresie pojawiło się na Opolszczyźnie wielu młodych i zdolnych piłkarzy, którym należałoby stworzyć warunki do wybicia się i gry w reprezentacyjnym teamie opolskim – Odrze. Że wymaga to dużo mniejszych zabiegów a także w jakimś stopniu przysparza sławy naszemu okręgowi, to też niebagatelna sprawa. O tych talentach głośno w OZPN a także wśród aktywistów sportowych. Unia zaadoptowała już kilku nowych zawodników, a Odra?

MYŚLENIE O JUTRZE MA KOLOSALNĄ PRZYSZŁOŚĆ

Odra żyje przede wszystkim dniem dzisiejszym. Dzień dzisiejszy to aktualny sezon, a co najmniej następny. O dniu jutrzejszym jakoś mało się myśli. W każdym razie odnosi się takie wrażenie, chociaż szkółka piłkarska, czy sukcesy juniorów zdają się temu przeczyć.

Wbrew pozorom juniorom, czyli temu najważniejszemu ogniwu dnia jutrzejszego nie poświęca się w Odrze za dużo uwagi. To raczej oni przez swoje sukcesy robią wokół siebie trochę szumu. Nie jest żadną tajemnicą, że zarówno trener Wieczorek jak i ostatni wychowawca opolskich piłkarzy trener Brzozowski nie poświęcali młodszym sportowcom żadnej uwagi. Stąd też między ligową jedenastką a juniorami zamiast daleko posuniętej współpracy była wyraźna przepaść.

Każdy z zespołów pracował raczej na swoje a nie wspólne konto. Juniorów tylko w teorii uważano za naturalne zaplecze sekcji. Dlatego chyba ci najbardziej utalentowani mieli tak ciężką drogę do pierwszej drużyny.

Praca z piłkarzami i całą sekcją piłkarską nie jest ani najwdzięczniejsza, ani najłatwiejsza. To stara prawda. Wymaga od działaczy i wielkiego doświadczenia i dużego taktu i umiejętności spojrzenia przyszłość. Trzeba być nie lada mistrzem, aby wyważyć jak najszczęśliwiej to, co efekcie składa się na sukces.

Ale też kto najlepiej posiadł te umiejętności i znajdzie czas na „skakanie” koło juniorów i rezerwy, z sensem pojęte wyłapywanie młodych nabytków i prowadzić będzie dalekowzroczną pracę pod kątem aktualnych i przyszłych sukcesów, ligowego zespołu, może na nie śmiało liczyć. I DZIŚ I JUTRO…

M. Gągola („Trybuna Opolska”, nr 185 z 6 VIII 1962)

Archiwalne zdjęcia

Facebook

CPR certification onlineCPR certification onlineCPR certification online